Dobre (po)chodzenie, kawa i spotkania – na luzie o zdrowiu

Kluczem do możliwie dobrego życia jest możliwie jak najlepsze zdrowie. Przyjrzyjmy się zatem prostym i nie obciążającym finansowo metodom na poprawę jakości życia, a zazwyczaj również jego długości.

Aktywność fizyczna jest w tym aspekcie jednym z dwóch najważniejszych środków. Jej brak odpowiada za 9% przedwczesnych zgonów w populacji ogólnej (WHO, 2025). Nasuwa się naturalne pytanie: to ile tej aktywności powinno być, żeby móc oczekiwać istotnych korzyści?

WHO zaleca (2005):

Dla osób w wieku 18-64 lata: 150 – 300 minut tygodniowo umiarkowanej aktywności fizyczne lub 75-150 minut tygodniowo intensywnej aktywności fizycznej. Do tego – aktywność zwiększająca siłę mięśniową co najmniej 2 razy w tygodniu.

Przekładając te liczby na język potoczny: co najmniej 5 razy w tygodniu, umiarkowany wysiłek fizyczny, przez co najmniej 30 minut. Plus 2 razy w tygodniu – ćwiczenia budujące siłę mięśniową, mogą być bardzo proste.

Dla osób od 65 lat wzwyż zalecenia pozostają te same, z zastrzeżeniem, że należy dobierać aktywności zmniejszające ryzyko upadków.

Warto dodać, że już 30 minut dziennie umiarkowanej aktywności fizycznej (czyli, na przykład, w miarę raźny spacer) istotnie zmniejsza ryzyko przedwczesnego zgonu, jak wykazała analiza dużej populacji (Eklund et al., Lancet, 2026). Szczególnie interesująca jest analiza wpływu dobowej liczby kroków na ryzyko zgonu, którą opublikował w mediach społecznościowych dr William Wallace, podsumowując wyniki kilku dużych badań. Dlaczego warto zwrócić na nią uwagę? Bo marsz i w ogóle – chodzenie, jest najprostszą i najbardziej naturalną gatunkowo formą aktywności fizycznej. Okazuje się, że osoby w wieku 60 i więcej lat odnosiły największą korzyść, gdy ich dobowa aktywność wynosiła 6000 – 8000 kroków. Powyżej tej liczby korzystny efekt był minimalny. Dla osób młodszych optimum, to 8000-10000 kroków (Lee et al., JAMA Internal Medicine 2019, Saint-Maurice et al., JAMA, 2020, Paluch et al., Lancet Public Health, 2022).

Wróćmy do wspomnianego dokumentu WHO. Podkreśla się w nim, że jedną z zalet aktywności fizycznej jest to, że potencjalnie sprzyja ona socjalizacji, o której pozytywnym wpływie na nasze zdrowie i długość życia świadczą wyniki wielu dobrze udokumentowanych badań. Zatem: jeżeli spacer, to najlepiej w towarzystwie.

Zaś jeżeli o towarzystwie mowa, to przecież po spacerze można usiąść i porozmawiać. Na przykład przy kawie. Niedawno opublikowano wyniki badania, w którym bardzo dużą populację (ponad 130 000 osób), obserwowano przez bardzo długi czas (do 43 lat), badając wpływ picia kawy i herbaty na funkcje mentalne. Okazało się, że picie 2 do 3 filiżanek kawy dziennie korzystnie wpływało na ryzyko demencji i na funkcje intelektualne. To samo dotyczyło wypijania 1 do 2 filiżanek herbaty. Warto podkreślić, że mowa o kawie zawierającej kofeinę. Picie kawy bezkofeinowej nie przynosiło wspomnianych efektów. Również picie klasycznej kawy lub herbaty w większych, niż opisane ilościach, nie nasilało korzystnego oddziaływania. (Zhang et al., JAMA 2026)

Podsumowując – warto budować i utrzymywać proste nawyki:

  • 30 minut umiarkowanej aktywności fizycznej każdego dnia (ale nie mniej, niż 5 dni w tygodniu), na przykład – od 6000 do 8000 kroków dziennie.
  • Spotkania i rozmowy.
  • Picie kawy lub herbaty.

To szansa na dłuższe i lepsze życie.

P.S. Dane bibliograficzne podałem na wypadek, gdyby ktoś chciał sięgnąć do źródeł

Zasięganie innej opinii lekarskiej w sprawie tej samej choroby u tej samej osoby – mity i nieporozumienia

W krajach tzw. Zachodu pacjenci bywają do tego wręcz zachęcani. W Polsce nie jest powszechnie akceptowane przez lekarzy, a niekiedy spotyka się z energiczną dezaprobatą z ich strony. Zasięganie innej opinii medycznej w sprawie tej samej choroby u tej samej osoby – spójrzmy na mity i nieporozumienia z nim związane.

Jak wygląda w praktyce to zjawisko?

Klasyczna postać:  pytanie kolejnego lekarza/kolejnej  lekarki o  właściwe rozpoznanie/leczenie.

Najważniejszym elementem nie jest jednak samo zasięgnięcie opinii, ale nieinformowanie, że ktoś  inny postawił już rozpoznanie, ewentualnie zaproponował postępowanie diagnostyczne lub lecznicze. osoba pytana ma w rezultacie wrażenie, że nic dotychczas w tej sprawie nie zostało zrobione i powinna nie tylko wyrazić opinię, ale przedstawić zalecenia w kwestii koniecznej jej zdaniem diagnostyki lub leczenia. 

Gdzie można szukać przyczyn? Trzeba tu rozdzielić samo poszukiwanie innej opinii od nieinformowania o tym swojego lekarza/lekarki. 

Do poszukiwania innej opinii zapewne skłania dość rozpowszechniony sposób przekazywania informacji medycznych, z dwoma dominującymi cechami: pośpiech, wykluczający staranne wyjaśnienia i możliwość zadawania pytań oraz niezrozumiały dla pacjentek/pacjentów język informowania na temat istoty choroby, diagnostyki i leczenia. Poszukuje się więc kogoś, kto wytłumaczy zrozumiale – bez pośpiechu i komunikatywnie

Wątpliwości – przychodzą po rozmowie z lekarką/lekarzem, a prawie nigdy nie ma możliwości szybkiego wyjaśnienia ich u tej samej osoby, ani nawet w tej samej instytucji. Szuka się więc informacji w Internecie lub u innych profesjonalistek/profesjonalistów medycznych 

Zatajanie zasięgnięcia innej opinii – ponieważ  zdarzają się nieprzychylne, a czasami niewłaściwe zachowania lekarskie, więc pacjenci/pacjentki na wszelki wypadek o tym nie mówią. Do najbardziej niedopuszczalnych zachowań lekarskich należą: deprecjonowanie pacjenta/pacjentki oraz deprecjonowanie źródła innej opinii, nawet jeżeli była ona po prostu  odmienna, ale nie (potencjalnie lub niewątpliwie) szkodliwa. 

Czy zasięganie innej opinii jest właściwe?

Tak. Z przynajmniej trzech oczywistych przyczyn.

  1. Ponieważ pacjenci powinni otrzymywać rzetelne i zrozumiałe informacje. Ich poszukiwanie nie jest naganne.
  1. Bo wszystko w naturze rozkłada się według krzywej Gaussa – kompetencje i możliwości intelektualne lekarzy też. Czyli – połowa jest poniżej przeciętnej dla tej grupy zawodowej ( przeciętne dla różnych populacji są najprawdopodobniej różne)
  1. Bo niektórzy lekarze/lekarki nie odróżniają własnych jednostkowych opinii od wytycznych i opublikowanych danych.

Tu konieczne zastrzeżenie – wytyczne są mapą, a nie terenem, więc czasami można poruszać się po nim (czyli po problemie do rozwiązania) niezgodnie z mapą, jeżeli potrafi się powód takiego odstępstwa uzasadnić.

Czyli – można, a nawet powinno się szukać informacji pozwalających zrozumieć własną chorobę i pomóc w podjęciu niezbędnych niekiedy decyzji. 

Konieczne wydaje się jednak przestrzeganie prostych zasad: 

Pierwsza: Wszyscy lekarze pytani w sprawie tej samej choroby powinni wiedzieć o pozostałych konsultacjach w tej sprawie. 

Inaczej to na pacjenta/pacjentkę spada rozwiązanie ważnego problemu: jak wybrać, które zalecenia będą stosowane, a które nie, jeżeli te od różnych lekarzy różnią się, a może nawet są sprzeczne? 

Taka nieuporządkowana mieszanka jest zagrożeniem dla pacjenta/pacjentki

Druga: Konsultacje profesjonalne – tak. (Z odpowiednim doborem źródła. Kompetencje bywają ważniejsze, niż tytuły naukowe.) 

Nieprofesjonalne,  a zwłaszcza z mediów społecznościowych – nie. 

Media społecznościowe powinny w sprawach zdrowotnych służyć budowaniu ogólnej wiedzy, a nie wskazywaniu rozwiązań konkretnych problemów.

Pułapką szczególną są komercyjne kliniki na Zachodzie. Zawsze kosztowne. Nigdy nie odmówią leczenia. Niczego nie gwarantują. Ale to temat na osobny odcinek. 

W całych tych rozważaniach jest jeszcze druga strona medalu: lekarze/lekarki też zasięgają innych opinii.

Istnieje przecież stara medyczna tradycja  – narady profesjonalne na temat postępowania wobec pacjenta/pacjentki. Wielkość grupy bywa różna. Czasami w jej skład wchodzą osoby reprezentujące różne specjalności. Kiedyś nazywano taką naradę: konsylium. W kardiologii istnieje oficjalny termin: kardiogrupa. 

Są jeszcze narady nieoficjalnie, lecz w moim odczuciu, wcale nie rzadkie – profesjonaliści/profesjonalistki w zawodach medycznych często mają na swoich listach kontaktów osoby z tych samych kręgów, którym ufają i które, w razie wątpliwości, pytają o radę. Bo i usłyszane od kompetentnej osoby potwierdzenie własnej koncepcji postępowania, i propozycja jej modyfikacji, mają swoją niezaprzeczalną wartość. 

Przypadek szczególny – otrzymałem pytanie: 

Czy w przypadku, kiedy leczę się, z powodu dwóch różnych chorób, u dwóch różnych specjalistów, to czy powinienem/powinnam informować ich o tym? 

Ależ oczywiście, że tak! Możliwie jak najbardziej szczegółowo. 

Wnioski praktyczne: 

  1. Czy zasięgać innej opinii? Ależ tak, jeżeli odczuwa się taką potrzebę. 
  2. Zmiana lekarza/lekarki, do których nie czuje się zaufania, lub z którymi nie czuje się porozumienia, niekoniecznie jest błędem. Leczenie się u dwóch lekarzy na tą samą chorobę, bez wzajemnego ich porozumiewania się ze sobą, zawsze nim jest.
  3. Konsultacje profesjonalne – tak. Pozostałe – nie, bo mogą sprowadzić istotne  zagrożenie dla pacjenta/pacjentki, z przedwczesnym zgonem włącznie.
  4. Nie ufać “klinikom cudów”.

Czy po implantacji stymulatora serca lub ICD mogę używać kuchenki mikrofalowej?

Tak, jeżeli tylko jest sprawna i prawidłowo podłączona

Verified by MonsterInsights